Spodobała mi się od razu.
Wysoka, pieprzyk nad wargą, słodki zapach i barwa głosu.
Ciemne oczy, patrzyły na mnie w charakterystyczny sposób.
Na wylot, jakby chciała przeniknąć wszystko to, co jest we mnie.
Bałem się miłości.
Długo blokowałem uczucia, by się nie zakochać.
By się w tym nie zatracić.
Nie stracić kontroli, nie stać się pantoflem i odlecieć.
A raczej by nie wystawić na cierpienie.
Bałem się odrzucenia, że nie sprostam i że zawiodę.
Kogoś kogo kocham.
Nie miałem dobrego wzorca z domu.
Rodzice rozeszli się, gdy miałem rok.
Nienawidziłem ojca całe życie.
Patrzyłem na niego oczami mamy, mówiłem o nim jej językiem.
Jeszcze nie nauczyłem się chodzić, a on już skok w bok.
Patrzyłem, jak obcy facet dobiera się do mojej mamy.
Wujek.
Wujkiem go nazywałem.
Z jednej strony chciałem, by okazał się tatą.
Ale nie potrafił mnie pokochać.
Bo niby dlaczego? Za co?
Takie pytania sobie zadawałem.
Skoro własny ojciec, miał mnie na rękach i porzucił.
Gdy zacząłem się spotykać z Sandrą, równolegle flirtowałem z inną kobietą.
By mieć asekurację, nie wpaść zbyt głęboko.
Szybko doprowadziłem do seksu i momentu, w którym wprowadziła się do mnie.
Przez pierwszy rok było bajecznie.
Namiętność, imprezy, nowe perspektywy.
Czułem, że rosnę przy niej.
Tak piękna kobieta jest przy mnie.
Hormony buzowały.
A seks był wręcz doskonały.
Oświadczyłem się jej na dachu kamienicy w naszym mieście.
Była wzruszona.
Wtulona we mnie do rana.
O takim pierścionku marzyła.
Zapewniała, że daję jej szczęście.
Bardzo się starałem.
W dniu ślubu przesadziłem z alkoholem.
Straciłem umiar.
Rano obudziłem się, przepraszałem, bez skutku.
Przez wiele długich dni słuchałem, że zepsułem najpiękniejszy dzień w życiu.
Przyniosłem wstyd.
Z teściami miałem na pieńku.
Sandra nie mogła zajść w ciążę.
Przez lata brała tabletki antykoncepcyjne.
Seks zaczął się zmieniać.
W pokoju parametry, to co mówią lekarze i spina.
Pragnąłem jej, ale czułem, że nie kocha się ze mną, a jedynie załatwia kolejny temat.
Płacze, gdy dostaje okres.
Czeka aż minie i zaciąga do łóżka, nie po to, by było nam dobrze.
Wszystko zaczęło się kręcić wokół jej straty.
Mój ból nic nie znaczył.
W końcu test pokazał dwie kreski.
Ucieszyłem się.
Jest szansa, że poprawi się między nami.
Jednocześnie byłem przerażony.
Jak być ojcem? I z kim o tym pogadać?
Przez czas ciąży nie kochaliśmy się ani razu.
Żona przestała mnie nawet przytulać.
Dotykać.
Kiedyś wciąż szukała kontaktu.
Głaskała po twarzy, drapała po plecach, wkładała rękę we włosy.
A teraz wypominała wszystkie wpadki, gdy coś nie tak dzwoniła do matki, chodziła do sąsiadki, wołała koleżanki.
Ja byłem chłopcem na posyłki: zakupy, zachcianki.
Fakt.
Sporo spieprzyłem.
Próbowałem naprawić.
Zrekompensować, zadośćuczynić.
Urodziła się dziewczynka.
3500 g, 53 cm długa.
Bałem się ją chwycić, by nie zrobić krzywdy.
Patrzyłem długo i nie mogłem oderwać oczu.
Wzruszyłem się jak głupi.
Nie miałem nigdy małego dziecka na rękach.
Wolałem tego nie spieprzyć. Oddałem ster żonie.
Żona wypominała mi, że uciekam i jej nie pomagam.
Ale jak się przyznać?
Że się boję? Gdy między nami zima stulecia.
Chłodno.
Byłem opryskliwy.
Mówiłem, że to jej zadania, a ja jestem zmęczony, bo ciągle pracuję.
Muszę się wyspać, by iść do pracy, a ona ma wolne.
Kłótnie zaczęły być o wszystko.
Pewnego wieczoru chciałem ją wyciągnąć z domu, do miejsca, gdzie kiedyś było nam dobrze.
By odbudować… no tak, może nieudolnie, nie ten moment… bo skończyło się trzaśnięciem drzwiami.
Wyzwaniem od ch***. Ona karmi, ma bóle, a mnie imprezy w głowie.
Wyprowadziłem się z domu, gdy mała miała roczek.
Powtórzyłem historię mojego ojca, którego nienawidziłem całe życie.
Jak sobie w oczy spojrzeć?
Na rozprawie sądowej potwierdziło się, że rozpad małżeństwa to moja wina.
Dysfunkcyjny facet, niepotrafiący opiekować się małym dzieckiem, niedojrzały, w dodatku pijany na własnym ślubie.
Nasza córka popełniła samobójstwo.
W 17 roku życia.
Za sobą pierwszy seks, nagrane filmiki, zniszczona reputacja.
Nie tylko nie umiałem jej przewijać.
Nie przygotowałem się do roli opiekuna, wychowawcy.
I gdyby ktokolwiek mnie spytał…
i chciał się dowiedzieć, co taki degenerat jak ja, myśli o świecie…
O niczym innym nie marzę, jak o tym, by móc się obudzić z tego koszmaru i spróbować raz jeszcze.
Podejść do kobiety, którą pokochałem.
Co miała ciemne oczy wpatrzone we mnie, pieprzyk nad ustami, który całowałem.
I powiedzieć jej, że przez najbliższe dwa lata będziemy się poznawać.
Spróbujemy się zaprzyjaźnić.
Seks poczeka.
Sprawdzimy, czy pasujemy do siebie mentalnie, bo przed nami zadanie na całe życie:
wychować człowieka i go nie okaleczyć.
Nauczyć się dawać sobie wsparcie, przebaczać, gdy jedna strona nawala i odbudowywać ruinę.
To umiejętności, których prawie nie znajduję.
A ja bym walczył, z moim ciałem, pożądaniem, chciał spróbować, trzymać się na wodzy.
I poczekał na pierwszy kryzys, by zobaczyć, czy umiemy być wtedy jeszcze bliżej.
I chciałbym mieć odwagę otwierać swoje poranione serce.
Mówić szczerze, gdy się boję.
I wziąć…
I wziąć…
Moją córkę na ręce…

