Gdybyśmy mogli zaczynać raz jeszcze. Tato! Gdzie jesteś?

Spodobała mi się od razu.

Wysoka, pieprzyk nad wargą, słodki zapach i barwa głosu.

Ciemne oczy, patrzyły na mnie w charakterystyczny sposób.

Na wylot, jakby chciała przeniknąć wszystko to, co jest we mnie.

Bałem się miłości.

Długo blokowałem uczucia, by się nie zakochać.

By się w tym nie zatracić.

Nie stracić kontroli, nie stać się pantoflem i odlecieć.

A raczej by nie wystawić na cierpienie.

Bałem się odrzucenia, że nie sprostam i że zawiodę.

Kogoś kogo kocham.

Nie miałem dobrego wzorca z domu.

Rodzice rozeszli się, gdy miałem rok.

Nienawidziłem ojca całe życie.

Patrzyłem na niego oczami mamy, mówiłem o nim jej językiem.

Jeszcze nie nauczyłem się chodzić, a on już skok w bok.

Patrzyłem, jak obcy facet dobiera się do mojej mamy.

Wujek.

Wujkiem go nazywałem.

Z jednej strony chciałem, by okazał się tatą.

Ale nie potrafił mnie pokochać.

Bo niby dlaczego? Za co?

Takie pytania sobie zadawałem.

Skoro własny ojciec, miał mnie na rękach i porzucił.

Gdy zacząłem się spotykać z Sandrą, równolegle flirtowałem z inną kobietą.

By mieć asekurację, nie wpaść zbyt głęboko.

Szybko doprowadziłem do seksu i momentu, w którym wprowadziła się do mnie.

Przez pierwszy rok było bajecznie.

Namiętność, imprezy, nowe perspektywy.

Czułem, że rosnę przy niej.

Tak piękna kobieta jest przy mnie.

Hormony buzowały.

A seks był wręcz doskonały.

Oświadczyłem się jej na dachu kamienicy w naszym mieście.

Była wzruszona.

Wtulona we mnie do rana.

O takim pierścionku marzyła.

Zapewniała, że daję jej szczęście.

Bardzo się starałem.

W dniu ślubu przesadziłem z alkoholem.

Straciłem umiar.

Rano obudziłem się, przepraszałem, bez skutku.

Przez wiele długich dni słuchałem, że zepsułem najpiękniejszy dzień w życiu.

Przyniosłem wstyd.

Z teściami miałem na pieńku.

Sandra nie mogła zajść w ciążę.

Przez lata brała tabletki antykoncepcyjne.

Seks zaczął się zmieniać.

W pokoju parametry, to co mówią lekarze i spina.

Pragnąłem jej, ale czułem, że nie kocha się ze mną, a jedynie załatwia kolejny temat.

Płacze, gdy dostaje okres.

Czeka aż minie i zaciąga do łóżka, nie po to, by było nam dobrze.

Wszystko zaczęło się kręcić wokół jej straty.

Mój ból nic nie znaczył.

W końcu test pokazał dwie kreski.

Ucieszyłem się.

Jest szansa, że poprawi się między nami.

Jednocześnie byłem przerażony.

Jak być ojcem? I z kim o tym pogadać?

Przez czas ciąży nie kochaliśmy się ani razu.

Żona przestała mnie nawet przytulać.

Dotykać.

Kiedyś wciąż szukała kontaktu.

Głaskała po twarzy, drapała po plecach, wkładała rękę we włosy.

A teraz wypominała wszystkie wpadki, gdy coś nie tak dzwoniła do matki, chodziła do sąsiadki, wołała koleżanki.

Ja byłem chłopcem na posyłki: zakupy, zachcianki.

Fakt.

Sporo spieprzyłem.

Próbowałem naprawić.

Zrekompensować, zadośćuczynić.

Urodziła się dziewczynka.

3500 g, 53 cm długa.

Bałem się ją chwycić, by nie zrobić krzywdy.

Patrzyłem długo i nie mogłem oderwać oczu.

Wzruszyłem się jak głupi.

Nie miałem nigdy małego dziecka na rękach.

Wolałem tego nie spieprzyć. Oddałem ster żonie.

Żona wypominała mi, że uciekam i jej nie pomagam.

Ale jak się przyznać?

Że się boję? Gdy między nami zima stulecia.

Chłodno.

Byłem opryskliwy.

Mówiłem, że to jej zadania, a ja jestem zmęczony, bo ciągle pracuję.

Muszę się wyspać, by iść do pracy, a ona ma wolne.

Kłótnie zaczęły być o wszystko.

Pewnego wieczoru chciałem ją wyciągnąć z domu, do miejsca, gdzie kiedyś było nam dobrze.

By odbudować… no tak, może nieudolnie, nie ten moment… bo skończyło się trzaśnięciem drzwiami.

Wyzwaniem od ch***. Ona karmi, ma bóle, a mnie imprezy w głowie.

Wyprowadziłem się z domu, gdy mała miała roczek.

Powtórzyłem historię mojego ojca, którego nienawidziłem całe życie.

Jak sobie w oczy spojrzeć?

Na rozprawie sądowej potwierdziło się, że rozpad małżeństwa to moja wina.

Dysfunkcyjny facet, niepotrafiący opiekować się małym dzieckiem, niedojrzały, w dodatku pijany na własnym ślubie.

Nasza córka popełniła samobójstwo.

W 17 roku życia.

Za sobą pierwszy seks, nagrane filmiki, zniszczona reputacja.

Nie tylko nie umiałem jej przewijać.

Nie przygotowałem się do roli opiekuna, wychowawcy.

I gdyby ktokolwiek mnie spytał…

i chciał się dowiedzieć, co taki degenerat jak ja, myśli o świecie…

O niczym innym nie marzę, jak o tym, by móc się obudzić z tego koszmaru i spróbować raz jeszcze.

Podejść do kobiety, którą pokochałem.

Co miała ciemne oczy wpatrzone we mnie, pieprzyk nad ustami, który całowałem.

I powiedzieć jej, że przez najbliższe dwa lata będziemy się poznawać.

Spróbujemy się zaprzyjaźnić.

Seks poczeka.

Sprawdzimy, czy pasujemy do siebie mentalnie, bo przed nami zadanie na całe życie:

wychować człowieka i go nie okaleczyć.

Nauczyć się dawać sobie wsparcie, przebaczać, gdy jedna strona nawala i odbudowywać ruinę.

To umiejętności, których prawie nie znajduję.

A ja bym walczył, z moim ciałem, pożądaniem, chciał spróbować, trzymać się na wodzy.

I poczekał na pierwszy kryzys, by zobaczyć, czy umiemy być wtedy jeszcze bliżej.

I chciałbym mieć odwagę otwierać swoje poranione serce.

Mówić szczerze, gdy się boję.

I wziąć…

I wziąć…

Moją córkę na ręce…

Napisz do mnie

Jeśli poruszyło Cię spotkanie pod drzewem figowym,
i chciałabyś, lub chciałbyś podzielić się swoją historią