Zajrzałam na świat.

Zupełnie naga.

Stworzona do tulenia.

Miałam podobno kolki.

Nie chciałam jeść.

„Taka mała i nerwowa”.

Głośno krzyczałam.

A mama przemęczona.

Tata? Tata nie wiem.

Mogę podejrzewać.

Już wtedy byli daleko od siebie.

Dziś kończę 40 lat.

Większość w więzieniu o zaostrzonym rygorze.

Nikomu nie mówiłam.

Przestałam krzyczeć szybko.

Jak tylko spadła na mnie pierwsza kara.

I to sroga.

Poznawałam dopiero świat.

A tam: ktoś bliski bardzo mnie tresował.

Jak psa.

Byłam zła. Niedobra. Niedoskonała.

Brzydka dziewczynka.

Przeszkadzam. Źle biegam, krzywo chodzę. Jestem niezdarna.

Wstrzymywałam siku i kupę. By nie robić problemów.

A potem pod wpływem stresu…

Nie wytrzymywałam.

Słuchałam kpin. Szyderstw.

Potwierdzały się najgorsze słowa.

Wpadałam w panikę, napady lęków. Ściskałam piąstki i waliłam w podłogę.

Ale bez krzyku.

Już bez krzyku.

By mama nie martwiła się dodatkowo mną.

Miała swoje problemy.

A ja robiłam wszystko.

Naprawdę wszystko.

By uszczęśliwić… nie, nie siebie.

Ją.

Ale nie miałam takich mocy.

Zajrzałam na świat.

Zupełnie naga.

Stworzona do tulenia.

Podbiegałam do taty.

Miał ciepłe dłonie.

Idealne do tulenia.

On brał mnie w ramiona.

Ale sprawdzał, czy dojrzewam i staję się kobietą, a potem odrzucał.

Nie rozumiałam.

Podbiegałam znowu.

Szydził i śmiał się.

Poniżał.

Mama, gdy tuliła, była nieobecna.

Albo ocierała łzy.

Myślała, że nie wiem.

Ukrywała się.

I ja robiłam wszystko, by się kryć.

Na przykład podczas awantur.

Szantaży i manipulacji.

Wykształciłam w sobie radar, który mógłby zrobić furorę na granicach państw, w NASA.

Wyczuwałam z daleka zagrożenie.

Każdy nastrój, skinienie, ruch warg, brwi.

Robiłam wszystko w naszym domku, by nie spać.

Czuwać.

Być przed czasem.

Coś przynieść, posprzątać, by uniknąć kary.

Ale ona i tak przychodziła.

Bo mogłam przecież zrobić szybciej.

Staranniej.

Osiągałam spektakularne wyniki w nauce.

Książki to był mój azyl.

Mama już wtedy była bardzo daleko ode mnie.

W załamaniu psychicznym, walcząca o przetrwania.

Chuda. Ledwie żywa. Zastraszona. Zjedzona od środka.

Gdy wchodziłam pod prysznic, tata zakręcał piec, by leciała zimna woda.

Wydzielał jedzenie, zabraniał kupować buty, chodzić na dodatkowe zajęcia.

Mając 10 lat wiedziałam, że nie ma po co marzyć.

Bo jeśli tylko powiem, że czegokolwiek pragnę, na pewno tego nie dostanę.

A i gorzej…

Raz mu powiedziałam.

„Tato, chciałabym bardzo, domek dla lalek.”

Pokazałam urywek w gazecie.

Kupił.

I postawił u siebie w „komnacie”.

A ja nie mogłam go dotknąć.

Nie zasłużyłam nigdy. Odwlekał ten moment.

Dając kolejne zadanie.

Mogłam patrzeć.

A on patrzył na mnie.

I cieszył się, widząc moje…

Moje zmagania.

Złamane serce.

Mówił mi też, że jestem jego córką.

Bez niego nic nie znaczę.

Otwierał cukierka i dawał jego skrawek.

Opowiadać dalej?

Uciekłam pewnego dnia.

Zmieniłam telefon.

Odcięłam się.

Tato kontynuował swoją władzę.

Nastawił przeciwko mnie wiele osób.

Jestem niewdzięczna, tak wiele mi dał, wykształcił.

Dzięki niemu zdobyłam dobrą pracę.

15 lat nie byłam w rodzinnym domu.

Rok temu zmarł.

Pojechałam tam.

Weszłam na strych.

Znalazłam domek dla lalek.

Zaczęłam wyć.

Nie pamiętałam o tym.

Poszłam do psychiatry.

Dostałam diagnozę: zaburzenia adaptacyjne, jakbym przeszła ciężki wypadek.

No i c-ptsd.

Nie mogłam w to uwierzyć.

Tata mnie nigdy nie uderzył.

To ja…

To ja…byłam od urodzenia zła…

„Przeżyła Pani przemoc tak dotkliwą, która dotyka rdzenia istnienia.

Śmierci na żywca.

Ale nie straciła Pani… serca.

Cierpiąc tyle, co niewinni więźniowie w bardzo trudnych warunkach”.

Napisz do mnie

Jeśli poruszyło Cię spotkanie pod drzewem figowym,
i chciałabyś, lub chciałbyś podzielić się swoją historią